sobota, 7 listopada 2009
nie płacz dziewczynko
To zawodzenie, wzniosłość, hawajscy gapie, mundur kombatanta wojny secesyjnej, ewidentny playback, ciemne okulary Jaruzela, to wszystko jest doprawdy urzekające :)
środa, 4 listopada 2009
10 metrów kwadratowych. Szafa, łóżko, lodówka, biurko, komputer, pojedyncza półka z książkami (gruby, pięknie wydany tom Roberta Desnosa, który dostałeś na urodziny od matki, oczywiście Lacan, pamiętniki Kafki). Na ścianie zdjęcie Agnes stylizowanej na grecką boginię (w białej todze z prześcieradła, z jabłkiem w ręku), mapa Reunionu, niesłychanie tandetny obraz, który znalazłeś przy śmietniku i nie potrafiłeś się mu oprzeć (fontanna, palma, zachmurzone niebo w pastelowych kolorach, złowróżbne czarne ptaki). Yamaha, na której ćwiczyłeś improwizacje, harmonijka ustna, gitara, kilka rodzajów fletów, wreszcie Twój ulubiony xaphoon. Spędziliśmy w tej ciasnocie nieprawdopodobnie dużo czasu – oglądając Bertolucciego, Campion i Wendersa, paląc narguilę, pijąc herbatę zaparzaną w zielonym imbryczku, psychoanalizując się po kolei, kręcąc metaforyczne filmy porno (gatunek wymyślony przez nas pewnego zimowego wieczoru).
wtorek, 3 listopada 2009
Wpadała przy nim w dziwną, nieopanowaną, frenetyczną i dziecinną paplaninę, którą chciała niezdarnie ukryć onieśmielenie, zawstydzenie, poczucie zupełnego niedostosowania.
To mieszkanie było dokładnie takie jak lubię. Pełne skrzypnięć, kurzu, nieporządku, śladów obecności. Zamykałam się w nim na całe godziny. Słuchałam płyt właścicieli, oglądałam ich filmy, przymierzałam ich ubrania. Książki, całe regały książek, nie były obiektem obsesyjnego kultu, raczej niewymuszonej, sporadycznej przyjemności kogoś, kto lubi żyć hic et nunc. Robiłam sobie nieprzyzwoite zdjęcia, które rozsyłałam chwilowym wielbicielom, wyglądałam przez przybrudzone okna, obserwowałam powolny rozkład owoców na paterze. Koty obchodziły mnie fatalistycznym krokiem.
niedziela, 1 listopada 2009
sobota, 31 października 2009
Mzimu gotuje iście epicką carbonarę. Odwołaliśmy wszystkie spotkania. Słuchamy Manciniego i przeżywamy swoje stacjonarne, urojone przygody.
piątek, 30 października 2009
"Wszystko splata się w szaloną, ale też jednorodną całość i prowadzi do finałowej manifestacji triumfu życia" - chyba obejrzę sobie ten pompatyczny film z okazji grypy, jak również ogólnej impotencji.
wtorek, 27 października 2009
Subskrybuj:
Posty (Atom)
