3/03/2010

Dziś z kolei dokument o wędrownym cyrku. Najbardziej chciało mi się płakać, kiedy trupa czekała w wiosce na widzów - pani Bogumiła wiązała w kasie bilety recepturką, kontuzjowana woltyżerka krążyła ze świecącymi wiatraczkami, pan Janusz taksował każdy przejeżdżający samochód, artyści w swoich przechodzonych strojach spekulowali czy przedstawienie się w ogóle odbędzie, clown w pełnym rynsztunku palił papierosa. ”Cyrkowcy najbardziej boją się Boga i pustych ławek” - mówił właściciel umierającego cyrku. W końcu rzeczywiście nikt nie przyszedł i trzeba było zwinąć namiot.

Brak komentarzy: