4/13/2009

nad ranem kotłowały mi się w głowie buńczuczne scenariusze.

4/12/2009

Mzimu mówi, że w mojej nowej satynowej piżamce z allegro wyglądam jak "mamuśka z westernu".

4/11/2009

Isaac Hayes, "Walk on by".
Kiedy Hayes występował objuczony łańcuchami, w futrzanych kapciach, na telebimach pojawiał się napis "Black Moses".
Idyllicznie.
Majtki leżały obok niej na podłodze jak mokra plama. Jego członek rósł w spodniach.
Mzimu: "Odkąd posprzątałaś, w tym pokoju jest echo".

4/10/2009

Ojciec zamykał się w swoim gabinecie, słuchał nowoorleańskiego jazzu, palił Popularne i pisał. Stworzył dwie niedobre powieści, sześć złych dramatów i kilkanaście fatalnych opowiadań. Matka uważała, że grafomania jest bliska geniuszowi.
Wiadomości od niej stawały się coraz bardziej niezrozumiałe, chaotyczne, niepokojące. W końcu przestały przychodzić.
Hannah prosto z Kolonii: "Nie cierpię dyskryminacji brzydkich".
Drobiusz, Złomrex, Mlekopol, każdy zna jakiś rachityczny brand :)

4/09/2009

Mój ojciec postanowił, że rok 1982 będzie rokiem "Wielkiego Snu". Zwolnił się z pracy i zakupił ziółka nasenne z zamiarem spania bez przerwy. Drzemał całymi dniami w fotelu, lekko posapując, a matka podsuwała mu kartki, na których ojciec w letargu omdlewającą ręką zapisywał swoje senne refleksje. Matka przechowuje je w kuferku podpisanym "Wielki Sen ojca 1982".

4/08/2009

Mam sześcioro rodzeństwa, ale opowiem o nim kiedy indziej.
Mój ojciec zabierał w podróże jedynie mały neseserek, w którym trzymał listy od przyjaciół. Kiedy przyjeżdżał do hotelu, siadał na łóżku, otwierał swój bagaż i odczytywał wszystkie listy w kolejności chronologicznej.
pamiętacie ten erotyczno-urbanistyczny wierszyk Rene Char'a? Szło to tak: "Po ulicach miasta chodzi moja miłość. Nieważne, gdzie idzie w ten czas rozdzielony. Już nie jest moją miłością, każdy z nią może rozmawiać. Już nawet nie pamięta; kto ją właściwie kochał?". Tak mi się dzisiaj przypomniało.
Postanowiłam mieć jeden genialny pomysł dziennie.

4/07/2009

Posłuchaliśmy dziś sobie Boba Dylana i poczuliśmy się czyści oraz nienaganni moralnie.
Podczas stypy po śmierci ciotki mój ojciec wyciągnął swój odświętny cylinder i poprosił każdego o wylosowanie z niego przepowiedni. Moja biedna matka wyciągnęła wówczas karteczkę, na której było napisane: "Wszystko może sie w życiu zdarzyć, najczęściej zaś nic".
Mój ojciec był clownem. Posiadał stosowny certyfikat, który zdobył na hiszpańskim uniwersytecie. W towarzystwie zwykł zakładać swój czerwony nos na gumce i pytać każdego po kolei: „Czy jesteś szczęśliwy?”.
Codziennie jedziemy z pracy Przędzalnianą. Bardzo lubię tę ulicę, jest trochę jak z nienakręconych filmów Hasa, niezamieszkałe kamienice, ogródki, familoki.
Hurra! Będę miała gości z daleka! Będę mogła patrzeć na wszystko ich oczami!

4/06/2009

Lubimy, kiedy przelatują nad nami duże oświetlone samoloty.

4/05/2009

Wszystko, czego chcę, przybiegnie do mnie jak piesek i da się pogłaskać! O tak!
Surogaty dziania się.
idę przez Niciarnianą, wywalone przez okna języki kołder, patio jak z niemrawego filmu Altmana z Sissy Spacek, z nieczynną fontanną przed którą opalają się podwiędłe piękności, coraz bardziej obsceniczne rozmowy w knajpie.

4/04/2009

Boris Vian: Dzień dobry, psie

tłum. własne

Spostrzegam na ulicy psa
Mówię mu: Jak się masz, psie?
Myślicie, że mi odpowie? Nie?
A jednak mi odpowiada
I nic wam do tego
Więc kiedy widzi się ludzi
Którzy idą i nie zwracają uwagi na psy
To naprawdę hańba dla ich rodziców
I rodziców ich rodziców
Bo za tak złe wychowanie
Należą się co najmniej … i tu wcale nie przesadzam
Trzy pokolenia dziedzicznego syfilisu
Dodam jednak, żeby nikogo nie urazić
Że spora część psów nie odpowiada zbyt często.
Okazało się, że przyznałam Kreativ Bloggera samym malkontentom, ironistom i sabotażystom ;-)

4/03/2009

Oddalamy się biegiem i łapiemy ostatni autobus nad morze.

bazarek

Podwiędłe warzywa, niemodne ubrania, płyty analogowe, rajstopy, tanie kosmetyki, chusty, wszystko rozłożone na odwróconych parasolkach, foliach, turystycznych stolikach, buty wysypujące się z tekturowych pudeł. Niektórzy kupcy są mrukliwi, jakby stanęli nad dobytkiem przypadkiem, popilnować na chwilę. Inni traktują swój inwentarz jak skarb, za który gotowi są paść trupem.

4/01/2009

Jestem w stanie się oszukać, bawić w lekką melancholię dla zabicia czasu i udawać, że wiodę całkiem niezwykłe życie.