3/21/2009

To był wrzesień 2006 roku i nudne sympozjum feministyczne, na które poszłam tylko po to, żeby go spotkać. Faktycznie, był tam, w swoich szerokich spodniach samuraja. Siedzał daleko, słuchał wykładu dorodnej hiszpańskiej profesorki, która mówiła o ucieczkach, powrotach i życiu między kontynentami. Podeszłam do stoiska z literaturą - wszystkie autorki na okładkach były blade, z ustami zaciśniętymi jak u kaznodziei, z włosami splecionymi w kok à la Simone de Beauvoir. Poczęstowałam się konferencyjną kawą i wyszłam tak, żeby mnie nie zauważył.

Brak komentarzy: