5/31/2009

Słuchaliśmy pogodnego jazzu z radia i szykowaliśmy kolację. Był wczesny wieczór. Czułam, że to jedna z tych chwil, które będę pamiętać. J. był milczący, odzywał się tylko wtedy, gdy znajdował w rozmowie miejsce dla swojego zjadliwego dowcipu. M., gibka i trzpiotowata, ubrana w kolorową letnią sukienkę, mówiła bez przerwy.
Dzisiaj na kursie, w ramach pierwszego kontaktu z głuchoniemym, nauczyliśmy się migać "Jestem bezrobotny, dostaję zasiłek i mam pierwszą grupe inwalidzką".

5/30/2009

No i spotkaliśmy się wreszcie tym słynnym przypadkiem.
„to był dobry czas [...] ten teraz będzie jeszcze lepszy” (Wen)
mam za mało inputu.
„Odkąd skończyłam 15 lat, chciałam zginąć z ręki libertynów” - zacytował Sade'owską Amelię profesor Banasiak (między kompulsywnymi chrząknięciami).
Informacje, które kiedyś wypuściłam w świat wróciły do mnie dzisiaj zdeformowane, sponiewierane i trefne. Kto je miał w ustach? Kto im doprawił świński ogonek? Nie powiem, przeraziło mnie to.

5/29/2009

Byliśmy dzisiaj na "Wojnie". Publiczność była nie do zniesienia.
Nice is nice?

5/26/2009

Dom Sary

Oglądaliście kiedyś polski horror? Ziemiaństwo, bladość, jęki, kandelabry, motywy satanistyczne, niebezpiecznie dociekliwy Julian (swoją drogą, ta programowa dociekliwość bohaterów horrorów nieco mnie irytuje - kto sam po nocy schodzi do piwnicy, z której dochodzą podejrzane odgłosy?).

5/25/2009

Jeszcze trochę wierzgam, ale wkrótce ta sytuacja mnie złamie, zacznę ją tolerować, z czasem wręcz polubię.
ja: zapisałam się na kurs języka migowego! będę tłumaczem!
Boria: będziesz pracować w dolnym rogu telewizora?
http://mikrokosmoscytryny.blogspot.com/
Jestem kompletnie nieprzemakalna na wielkie liczby, wykresy pokrętne jak spaghetti, hurraoptymistyczne prognozy. Dlatego zasnęłam. Obudziły mnie oklaski.

5/24/2009

mam nowego nieznajomego.

5/23/2009

wszystko bujda z chrzanem.

5/22/2009

siksy i gówniarze.

5/20/2009

chyba nie zdążę być już młoda, biedna i szczęśliwa.

5/16/2009

Marylin mówiła o tym, jak bardzo ekscytujące były lata 70-te, kiedy były z Chantal biedne i szczęśliwe i jeździły po świecie na konkursy filmowe śpiąc w najlepszych hotelach na koszt organizatorów. Mówiła też, że Chantal zawsze chciała odtwarzać w filmach to, co kiedyś widziała, odegrać to na nowo. Fikcja była więc dla niej rodzajem spóźnionego dokumentu. Boria i Zając naprzemiennie zadawali elokwentne pytania, a Marylin odpowiadała im bezpretensjonalnie, że kręcenie filmów z Chantal było „crazy” i „funny” i że trzeba mieć do nich cierpliwość. Potem była projekcja filmu „Je tu il elle” rozpoczynającego się in medias res od sceny, w której dziewczyna zamknięta w pustym pokoju, czeka, aż stopnieje śnieg, wyżera cukier z torebki i pisze list nie wiadomo do kogo. Potem nagle się aktywizuje, łapie stopa i jedzie z kierowcą ciężarówki, który ma coś z młodego Marlona Brando (ona robi mu laskę, on opowiada jej swoje życie), do przyjaciółki, z którą uprawia przydługi, za to dziki seks. Rano wychodzi po angielsku jak jakiś bubek hedonista i na tym film się kończy.
Zostaną po tobie niepotrzebne rekwizyty, atrapy, zdziwieni ludzie, mały nieporządek.

5/14/2009

Najprzyjemniejszy był ten pierwszy podmuch powietrza, ciepłego jak oddech psa.
Z mejla od Zuzity najbardziej podobało mi się zdanie "Bernard wrócił do koki i nie widziałam go od zeszłego lata".

5/13/2009

A dzieci nie chcę mieć.

5/12/2009

Ojciec bał się kobiet z dużym biustem. Dlatego ożenił się z moją matką, płaską chłopczycą.

5/11/2009

Księgarnia mała litera art zaprasza na cykl spotkań pod tytułem
SPOŁECZEŃSTWO SPEKTAKLU/kontestacje.
Zaczynamy retrospektywą Chantal Akerman.

Retrospektywa Chantal Akerman (księgarnia mała litera art., sala
projekcyjna ms2, Ogrodowa 19


14 maja czwartek

15:00 Cykl poprzedzi wstępem Bartosz Zając

15:30 Wieści z domu (News from home, 85 min.)

17:00 Hotel Monterey (60 min.)

18:30 Jeanne Dielman (193 min.)

15 maja piątek

15:00 Spotkania Anny (Les rendez-vous d'Anna, 122 min.)

17:15 Przeleć moje miasto (Saute ma ville, 13 min.) + Pokój (La chambre,
11 min.

18:00 debata z udziałem Marylin Watelet, prow. Paweł Sołodki

19:00 Ja, ty, on, ona (Je tu il elle, 82 min.)

5/04/2009

pocztówki z Laptopa ha ha ha
Trzecia biblioteka przypominała supermarket. Wszystkie towary wyłożone na półkach, muzak pobudzający apetyt, na końcu paragon. Na parterze przed dużymi ekranami, na których wyświetlano wiadomości i mecze, gromadzili się bezdomni.
Wszystkie jego narzeczone nosiły to samo imię. Pierwsza była wysoka i zawadiacka. Druga nieśmiała i pulchna. Trzecia cicha i oczytana. Czwarta egzaltowana i niesympatyczna. Piąta piękna, ale dwulicowa. To może dziwne, ale czasem wydawało mu się, że to wciąż ta sama, rozległa, niekończąca się kobieta.
Z filmu dokumentalnego dowiedziałam się, że tata Kazika wyprawiał bale dla bezrobotnych.
W tamtej mansardzie (koniecznie chciałam napisac coś o m-a-n-s-a-r-d-z-i-e ;-), ciasnej i dusznej, spędziliśmy tylko dwie godziny. Na parterze kamienicy mieszkała w eleganckim apartamencie wnuczka Jacquesa „Je suis comme je suis” Preverta, a my ledwo mieściliśmy się we dwoje na tym poddaszu pozbawionym wdzięku, należącym do twojej przyjaciółki. Rozmawialiśmy o swoich obecnych związkach, szczęśliwszych niż nasz, kiedyś.
Druga biblioteka była pełna brudnego seksapilu. Wszystkie książki, oświetlone pornograficznym światłem jarzeniówek, obłożone były tym samym zgrzebnym, burym papierem. Pani J., z gadatliwością na którą stać tylko bibliotekarki i taksówkarzy, polecała mi pierwsze dorosłe książki.

5/03/2009

O bibliotekach

Pierwsza biblioteka, nazywana przez Vilę-Matasa "pomnikiem megalomanii Mitteranda", działała na mnie hipnotyzująco. Ciche monstrum, ruchome schody, czerwone dywany, obcojęzyczni naukowcy coraz bardziej osamotnieni w swoich zainteresowaniach. Niewiele udało mi się w niej przeczytać, wiele za to rozmyślałam (uśmiech). Hannah natomiast odcyfrowywała mikrofilmy i podrywała studentów (obok biblioteki było kino, do którego można było prosto z czytelni iść na randkę).

cdn.

5/02/2009

centrum jest wszędzie (i tak w to nie wierzę).
Spadł na nas prawdziwy dopust boży - awaria internetu (piszę te słowa z cudzego terminala ;-). W tej sytuacji postawiliśmy na uczciwe, przedwojenne rozrywki. Struganie łódeczek z kory, słuchanie muzyki klasycznej z radia, czytanie encyklopedii. Żyjemy poczciwie i prostolinijnie jak w skandynawskiej bajce.