10/20/2008

nie poszłam na aerobik, bo mi się nie chciało. piszę to, bo dręczą mnie wyrzuty mojego tłustego sumienia ;-)
rodzice nazwali go Carmel, tak jak ich ulubiona marka piwa.

10/19/2008

Pierwszą decyzją, którą podjęłam w pełni świadomie i z ekscytacją była decyzja zmarnowania swojego życia.
"[...] i, sądząc z listów, koszmarnie zgłupiałaś" - zawsze miałam wrażenie, że to zdanko z Brodskiego jest wymierzoną we mnie anatemą
bohaterem KPN-u Murakamiego jest bezrobotny i to mi się bardzo podoba!
Wypiłam zdecydowanie za dużo wina.
ojej, mam słabość do mężczyzn biorących udział w maratonach!
Znów byliśmy na wsi. Mzimu nosił w ramionach zwierzęta jak jakiś Jezus.

A ja nie zmrużyłam dziś oka, bo czytałam kryminał!* I odgadłam zabójcę na punktowanym odcinku fabuły :) O siódmej rano podniosłam się rześko. Wszystko jest wtedy jaskrawsze.

*) "Całując ul" robi z latami 50tymi to co "The Virgin Suicides" robi z latami 70tymi.
Hania twierdzi, ze w tym miescie nie ma szczesliwych ludzi. Tymczasem jej projekt literacki zapowiada sie piorunujaco!

10/18/2008

"kieszonkowy atlas kobiet" Sylwii Chutnik czyta się jak dorodny artykuł antropologiczny w "Op.cit". Bardzo dobre.

Recenzje książki są jakieś niecelne: "babskie gadanie", "Chutnik nie pisze, ona wypluwa, wyrzyguje, wywrzaskuje z siebie kolejne wściekłe zdania". Bzdura.

10/17/2008

W mieszkaniu Szymona było jasno, w powietrzu unosił się kurz i kilka świeżych zapachów. Kawa, farba malarska, papierosy. Nie było gazet, papierów, popielniczek, rachunków, domowej koszuli na krześle. Żadnego śladu aktualności.

Mieszkanie było wystawne. „Nie wiem z czego ojciec żyje. Nie może zarabiać aż tyle z rent i szmuglowania kawioru”- powiedziała Anna. Jej ojciec z nonszalancją pobierał renty na dwa różne nazwiska, przewoził do Berlina tani kawior ze Wschodu i sprzedawał go pod ladą w arabskich restauracjach.

Anna usiadła przed laptopem i zapaliła papierosa. Na półeczce za nią stały flakony z lekami na raka.

- Ojciec pewnie uważa, że to egzotyczny kwiat rośnie mu w żołądku. Zamierza jechać do ekwadorskiego szamana. Wszędzie widzi swój nowy film” – Anna mówiła dosadnie, z ironią, która uważała za typowo żydowską cechę. Często powtarzała, że nikt tak zabawnie nie pisał o shoah jak Żydzi.

Szymon zachorował w wieku pięćdziesięciu pięciu lat, tak jak jego ojciec. Matka wyjechała w sześćdziesiątym ósmym roku z Polski i do końca życia w kolejkach, urzędach i wszystkich przegranych sprawach pokazywała swój numer z Auschwitz. Pokazała go też w żydowskim przedszkolu, kiedy nie chcieli tam przyjąć Anny, córki gojki. Potem Anna poszła do katolickiej szkoły z internatem. Do dziś pamiętała spis treści Starego Testamentu.

„Zobacz, tam leżą jakieś rzeczy ojca”. - powiedziała.

W kartonie obok łóżka znalazłyśmy notesy, nie wywołane klisze, stare dowody i legitymacje, kilka czarno-białych zdjęć. Szymon był dobrym fotografem. Starsza kobieta gotująca coś w oparach (matka), kilka upozowanych aktorek (byłe kochanki). Notatniki Szymona były pisane po polsku, francusku i angielsku. „Cholerny kosmopolita” – burknęła Anna.

„Czuję wstyd, ciągłą niechęć do siebie” – pisał Szymon. Anna wertowała kartki tak jak się głaszcze cudzego psa.

zapisujemy się z Haribo na kurs malarstwa i rysunku! Strasznie się na to nakręciłam. W Tuluzie chodziłam z Zai Yuting na kurs rysunku do Ecole des Beaux-Arts . Był to kurs do znudzenia klasyczny - przez dwie godziny rysowaliśmy popiersia z gipsu, a przez następne dwie - akty (pies modelki pałętał się między sztalugami). W Zai zakochał się jeden facet z kursu, ale Zai się go bała, bo pracował w domu pogrzebowym i robił maquillage nieboszczykom.

10/16/2008

dążę do coraz większej regularności, powtarzalności.

10/15/2008

kupiłam sobie kolorowe korale
mam wielkościowe sny i guza na czole.

10/14/2008

Gotuję zupy i czekam na ten cholerny telefon z korporacji rządzonej przez lemury.
zaczęłam czytać tego Murakamiego. Nuda... Nie lubię tzw. "dobrze skonstruowanych fabuł".

10/13/2008

Mzimu obiecał, że opowie mi dziś do snu "Obcego" ;-)
Magda H. wprowadziła dziś do mojego słownika frazeologicznego wyrażenie "debil salonowy". Oryginalna definicja brzmi: "osoba co tam trochę liznęła, trochę czytnęła i w towarzystwie szpanuje" (podobno podkradzione tacie tejże).
Piękne, co nie? Dzięki! :)

10/11/2008

Jest jedna taka historia, która od dawna za mna chodzi.

10/10/2008

Nie mogę spać. Mzimu mówi, że jojczę. Zamęczałam go pytaniami na temat rozliczenia podatkowego, aż zasnął.
Niestety, Kuba Wojewódzki w "Polityce" to jednak Mr Ciężka Puenta...

10/09/2008

Mzimu macha ręką: "No i po co Ty piszesz tego bloga?...". Cóż, jakby powiedział Houellebecq, biorę udział w narcystycznej rywalizacji :)

PS. W ogóle ciekawa byłaby ankieta "Najskrytsze powody posiadania własnej strony internetowej". Tylko kto by miał odwagę szczerze odpowiedzieć ;-)
Szyld biura tłumaczeń na prowincji : "Przetłumaczymy nawet teściowej".
jestem najsłabszym ogniwem mojej grupy na aerobiku ;-(

obcokrajowiec w Twoim domu

Marta ma niecałe dwa lata i z jej tatą nie możemy się nadziwić jak dokładnie realizuje wszystkie tezy o nauce języka. Jako obserwator mowy dorosłych stworzyła interjęzyk -bardzo skuteczną konstrukcję złożoną wprawdzie z niewielu elementów podlegających jednak żelaznej składni. wow. (co nie znaczy, że polubiłam dzieci ;-)
A na wsi mgliście jak na fotografiach annukki. Sześć kóz, trzy psy, dwa koty i koń. Wuj jak zwykle ogląda przedpołudniowe posiedzenia sejmu i co chwilę powtarza "populiści!".

10/07/2008

Miłosz o Simone de Beauvoir ("Alfabet Miłosza") :"Durna baba"

10/02/2008

Wojciech Jot, który niegdyś dał pamiętny występ pod tytułem "Nie-muzyka nie-czasu" (wspominałyśmy dziś z Haribo) powitał mnie gromko w Photo. Strasznie mnie zawstydził. Odpowiedziałam jak na lekcji - "Jestem".
szukam tej pracy jak jakaś pierdoła z islandzkiego filmu dystrybuowanego przez gutek film.