2/26/2010

W sumie nie rozumiem z tego nic.
Ja 15:11:36
znasz Bluszcz?
Ja 15:11:58
takie kiepskie czasopismo paraliterackie dla bab
magda 15:12:18
kupiłam pierwszy numer
Ja 15:12:26
i co??
magda  15:12:26
było tam napisane "malaż"
Po raz pierwszy zobaczyłam go kiedy wracałam ze Stellą z salonu piękności. Stella, karłowata staruszka na wózku inwalidzkim, regularnie odwiedziała ten przybytek, żeby wydepilować brwi, skrócić grzywkę, podmalować oczy na wieczór. 
„¿Qué es ser colombiano?", le pregunta Ulrika. "No sé -respondí-. Es un acto de fe".
Jorge Luis Borges, Ulrika
W dalszej części ta osoba nazywana jest Zwycięzcą.
Smsy zebrane.
E-maile zebrane.

Co jest złego w ekshibicjonizmie i narcyzmie? Dlaczego "narcystyczny" i "ekshibicjonistyczny" to zarzuty? (czytam recenzje "Tarnation", bowiem po obejrzeniu każdego filmu na wszelki wypadek zapoznaję się również z jego recenzjami, żeby na pewno wiedzieć, co o nim myśleć).

2/25/2010

deburdelizacja.

2/24/2010

Najbardziej w życiu boję się klisz.
Dziwnie jest spotykać matkę na skypie. W dodatku ma zawsze status "Do Not Disturb".
Mam kapelusik jak pani Parker i krąg jej przyjaciół. Zaraz napiszę pełną goryczy rymowankę o dawnych kochankach.
Potwierdziły się moje przypuszczenia: jestem pijaną dziwką.
Proszę do mnie mówić "Proszę Pani".
Rozmowy jak z małego realizmu, skrzące beznadzieją i desperacją.
Jestem darmozjadem.
Identyfikuję się z niemowami z filmów Kim Ki-duka (chociaż to już pewnie niemodne, ale dopiero teraz natrafiłam na "Pusty dom" i "Łuk" w nocnej ramówce). Kiedyś byłam taka sama. Później nauczyłam się wyrażać opinie, krytykować, złorzeczyć, klnąć i dowcipkować.

2/22/2010

Kobieta winna rzec mężowi w noc poślubną: W imię ojca i syna, niech waćpan zaczyna.

(A. Barański, "Kobieta z prowincji")

Znów ratuję wszechświat.

2/20/2010

Dziś mój uczeń (Włoch, którego uczę polskiego) poleciał w wypracowaniu Maleńczukiem - swój list miłosny zakończył słowami "Boska dziewczyno umieram bez Ciebie". A Mzimu zrobił mi zapiekankę z rybą i marchewką. Jutro idziemy na Ghost Writera. Ale fajny weekend :)
kiepściutkie.
Jaki jest wasz ulubiony "chodzony" teledysk? 
Nastrój rozliczeniowy.

muzykoterapia

Mieliśmy iść na ostry jak maczeta melanż do klubu, ale jak zwykle biforka się przeciągnęła i zostaliśmy na chacie słuchając muzy na życzenie. Stwierdziliśmy, że odsłuchiwanie zapomnianych kawałków z przeszłości integruje tożsamość. A może po prostu jesteśmy ramolami? W każdym razie mój hit wieczoru to "Loser" Becka. See ya.
Ćwierć wieku w niewoli.

2/19/2010

confiteor

Nie byłam depeszówą. Nie byłam doorsówą. Nie byłam nirvanistką. Nie byłam wyznawczynią Kultu. Nie tańczyłam zapamiętale do The Prodigy. Nie kochałam sie w Jordanie (ani w Jonathanie). Nie płakałam, kiedy Kelly Family śpiewało  coś o aniele. Nie miałam nawet mtv. Nic nie zryło mi bani w latach 90-tych. Być może byłam nikim, ale lubię myśleć, że było to klerkowskie niezaangażowanie, a nie horrendalny brak właściwości.

2/18/2010

Uzależniłam się od pogardy.
Umiłowani w Krystusie, warto nadmienić żeśmy byli ostatnio w restauracji indyjskiej, gdzie spożyliśmy baraninę po indyjsku, rybę po indyjsku, herbatę po indyjsku i coca-colę po indyjsku.  

rozrywki emerytów:

  • pokazy ekskluzywnych produktów (panie nie zdejmują przenigdy okazałych nakryć głowy i niecierpliwią się w kolejce po prezent dla każdego uczestnika - swój drogocenny łup z wyprawy)
  • przedpołudniowe seanse filmowe (w najbardziej zapyziałych kinach, wstęp wolny, emeryci tupią z irytacji kiedy taśma rwie się raz po raz na filmie o Szopenie)
  • spotkania autorskie z nieznanymi osiemdziesięcioletnimi pisarzami, którzy od półwiecza tworzą ballady patriotyczne i pobożne fraszki  (składkowe i obowiązkowy poczęstunek, po pączku dla każdego oraz skromny kwiat dla zaproszonego gościa)
  • eskapady po wodę źródlaną do podmiejskiego lasu (najwyżej trzy butle po oranżadzie, bo kto by więcej uniósł jadąc autobusem z przesiadką)
  • kurs szachowy dla niewidomych, spływ kajakowy dla osób z grupą inwalidzką, kurs komputerowy dla niedosłyszących
  • wyprzedaże, przeceny sezonowe i sklepiki, w których wszystko kosztuje 2,99, gdzie zawsze znajdą jakiś skarb (kapelusik, suszone kwiatki albo ślicznego kotka z porcelany). 
Ostatnio Mzimu zastępuje mi wolę i sumienie.